Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pekin. Pokaż wszystkie posty

Praktyki - po raz pierwszy!


Dziś zaczyna się nasza kolejna wielka przygoda - dwutygodniowe praktyki studenckie! Ale nie są to praktyki byle jakie, ponieważ polegają na PODRÓŻOWANIU!...
W ciągu tych 2 tygodni odwiedzimy cztery chińskie miasta, będące zarówno symbolami nowoczesności, jak i antycznych tradycji Chin. Pierwszymi miejscami, które zobaczymy, są miasta Hangzhou i Suzhou. Słyną one z pięknych parków i ogrodów, historycznej zabudowy, miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Następnie pojedziemy do ogromnego Szanghaju, w którym spędzimy kolejnych kilka dni. Na sam koniec zostaje nam Beijing, czyli po naszemu Pekin.
Oczywiście motywem przewodnim naszego wyjazdu mają być parki oraz ogrody, w eksploracji których pomagać nam będą nasi chińscy nauczyciele. Ponieważ wyjazd organizowany jest z ramienia naszej uczelni, nie musimy się niczym przejmować :D a napięty grafik na pewno nie pozwoli nam się nudzić!
Relacje z kolejnych miejsc z czasem pojawiać się będą na naszym blogu!...

mj

Pierwsze kroki w Państwie Środka


Stało się, jesteśmy w Changshy! Dojechaliśmy cali, w jednym kawałku. Ciągle nie dowierzamy, ale to się dzieje naprawdę!
Lot był długi, ale nie odczuliśmy nawet sześciogodzinnej godzinnej zmiany czasu. Na razie. Czekanie kilkunastu godzin na pekińskim lotnisku było pierwszą możliwością zetknięcia się z chińską kulturą. Pierwsze wrażenia na temat Chin- ciepło, duszno oraz mało ludzi! 




Już przed wyjazdem wiedzieliśmy o tym, że w dzień przylotu do Pekinu w Chinach obchodzona jest 70. rocznica zwycięstwa wojny narodu chińskiego przeciwko japońskiej agresji i lotnisko częściowo będzie nieczynne. Z tego powodu część lotów została odwołana (stąd chwilowe pustki), na szczęście miało to miejsce akurat w czasie oczekiwania na nasz kolejny lot, nie spotkaliśmy się więc z żadnymi problemami. Nie spodziewaliśmy się natomiast, że wszyscy będą oglądać transmisję w telewizorze z obchodów na lotnisku! Morze czerwonych flag, które są wszędzie, żołnierze maszerujący równo, co chwilę pokrzykujący.



Wylądowaliśmy w Changshy, były turbulencje i czarne niebo. Przyjechała po nas delegacja studentów oraz Michael, nasz anioł stróż wyjazdu, który się nami dzielnie opiekuje. Przez pierwsze dni stawił czoła takim zadaniom, jak załatwienie nam statusu rezydenta Chin. Musieliśmy udać się do szpitala, aby złożyć oryginały dokumentów medycznych (Phisical examination). Niespodzianka! Okazało się, że żadne badania wykonane w Polsce nie są tutaj respektowane i należały je powtórzyć. Irytacja. Niewiedząc, co nas czeka, przestraszni wizją chińskiej biurokracji, z ulgą odetchnęliśmy, gdy okazało się że wszystko da się załatwić na miejscu. Komplet 5 badań (morfologia, usg, ekg, rentgen klatki oraz ogólne) zajęły nam niespełna godzinę. Wystarczyło udać się do kolejnych pokoi super nowoczesnego szpitala! W Polsce zajęło nam to nawet do tygodnia biegania po innych placówkach przychodni. Ta przyjemność natomiast tutaj kosztowała nas 500 juanów (ok.300zł).



Aby otrzymać status rezydenta z wielokrotną ilością wjazdu, należało także udać się na posterunek policji. Kolejki czekania, my nie wiemy co się dzieje, ale wszystko przyjmujemy ze spokojem. Michael czuwa.
Wymiana waluty była możliwa tylko w oddziale China Bank co było niemałą wyprawą. Opłaciło się, zamienienie dolarów na juany pozwoliło nam troszkę zaoszczędzić. A wypłata z bankomatu nie jest taka straszna. Karty póki co działają wszędzie, a na przewalutowaniu tracimy bardzo mało.
Już tylko założenie chińskiego numeru telefonu, w salonie budzimy duże poruszenie. Zagadują, uśmiechają się i wszyscy są bardzo, ale to BARDZO pomocni!
Największym dla nas problem jest Internet. Odczuliśmy boleśnie Great Firewall, czyli blokowanie niektórych stron przez rząd chiński. Nie ma fejsbuka ani googla, totalny detoks. Z rodziną komunikujemy się przez komunikator WeChat, który tutaj jest bardzo popularny. Czasem, przy sprzyjającej aurze i magii, całkowicie niespodziewanie, nasze VPNy działają i coś się załaduje... coś się uda sprawdzić! Chwile radości, a potem pyk! I nie działa. Ciągle próbujemy i nie poddajemy się. 


Na pocieszenie, chipsy o smaku limonki! Mniaaam! :)
md